piątek, 23 grudnia 2011

...

Na pierwszy rzut oka, była normalna dziewczyna. Siedząc na dworcu, kiedy czekała na następny autobus wpatrywała się w ludzi przechodzących obok niej. Nikt tak naprawdę nie wiedział, jaka ona jest.
  Co czuje, czemu w dzień przed wigilia siedzi sama, na zimnej ławce dworca, lekko ubrana kiedy wiał chłodny wiatr.
  Kiedy usiadł obok niej, wymusiła z siebie lekki uśmiech nie zwracając uwagi na niego.
- Marika nie możesz. - z troska w glosie mówił do niej , kiedy ona nawet na niego nie patrzyła.
- Mogę. Czemu niby nie? Jak on mógł mi go odebrać, to ja mogę tu nawet zamarznąć. - dodała od siebie smutnym głosem. 
- Wiesz, o tym ze on by tego nie chciał. My byśmy tego nie chcieli a twoi rodzice? Wiesz jak byś ich bardzo skrzywdziła? Jeszcze dzień przed świętami.. - wpatrywał się wciąż w nią. - Spójrz na mnie! - podniósł swój ton.
- Ty niczego nie rozumiesz - wymamrotała i spojrzała w jego oczy.
- To mi to wytłumacz, jestem tu dla Ciebie.. - objął ja, całując delikatnie w czoło. 
- Nie potrafię, wyobrazić sobie świat bez niego. Nie umiem, za dużo to wszystko mnie kosztuje cały ten rok.. - po policzkach zaczęły płynąc jej łzy - Tak bardzo chciała bym, żeby on tu był...
- On tu jest, zawsze jest obok Ciebie gdzie byś nie była. - głaskał ja delikatnie po głowie.
  Bez słowa wstała i ruszyła przed siebie zapłakana, szybko ruszył za nią łapiąc ja za rękę. Przeplotła swoje palce miedzy jego palcami. Cala drogę do domu, szli bez słowa, łzy ucichły. Lekki uśmiech pojawił się na jej twarzy. Kiedy przystanęli przy bramce od jej domu, w rekach ujął jej twarz i pocałował delikatnie w usta.
- Kocham Cie - wyszeptał pochylając się do jej ucha, przytulając ja delikatnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz